Marzenia się spełniają, ale nigdy tym, którzy tylko marzą.


Są trzy typy ludzi (tak z grubsza ujmująć, generalnie nie lubię generalizowania :P). Są ci, co NIE marzą. Po prostu trwają. Na końcu tego posta jest wiersz mojego autorstwa, który to trwanie opisuje. Są tacy, co marzą… niekiedy wielkie i piękne marzenia. 

 Snują je zamaszyście, ale… na tym się kończy. Nie zrobią żadnego kroku w stronę tego marzenia. Czekają na cud, mannę z nieba, Gwiazdę, Elfa, czy Dziadka Mroza… A oni nie przychodzą… W końcu są Marzyciele, tacy, którzy widzą przed sobą swój cel, ubarwiają go, oblekają w niezbędne fakty i działania, tkają po nitce. W końcu marzenie realizują. Rzadko jest to spektakularne. Nie ma przy tym fajerwerków, nie grają żadne trąby. Bo to jest tak, jak z ludźmi, którzy zdobyli wysoki szczyt – nie teleportowali się tam z błyskiem światła, nie skoczyli na niego z helikoptera. Szli. Pod górę, krok za krokiem. Gdy w końcu dochodzą nie mają siły skakać z radości. Ale się delektują. I gdzieś głęboko w sercu zaczyna narastać radość, która będzie ich grzać w wielu kolejnych chwilach życia.

Zrobiłem to. Nie zawiodłem siebie.

Dlaczego piszę o marzeniach w blogu o mapach? Co ma piernik do wiatraka?

Ano właśnie bardzo dużo. W dawnych czasach każda podróż zaczynała się od mapy. Wielcy podróżnicy szukali na mapach „białych plam”, czyli miejsc jeszcze nie odkrytych, nie zbadanych i … zaczynali marzyć, że to oni właśnie pierwsi opiszą nowy ląd, nieznany lud, niezbadane morze. Ta biała plama przyzywała ich tak długo, aż podejmowali kroki w kierunku swojego marzenia. Wyznaczali trasę, zbierali fundusze, ekipę, ekwipunek.

Ale najpierw… najpierw mapa i marzenie. Bez tego nie byłoby żadnego działania. Obecnie też mamy odkrywców. Nie tych wielkich, co odkrywają nieznane lądy. Każdy Marzyciel ma swój własny ląd do odkrycia, swoją własną Górę do zdobycia. To mogą być sprawy naprawdę banalne dla innych, nic spektakularnego, ale ważne dla danego Człowieka. Na tyle ważne, że poświęcamy inne sprawy, aby zdobyć tę nasza prywatną „Górę”. Gdy to zrobimy, czujemy spokój spełnienia i nabieramy Mocy do dalszych Czynów.

Ale jeżeli nie nie pójdziemy za głosem serca? Nie podążymy za naszym Celem, nawet nie spróbujemy? Bo pieniądze, bo czas, bo za trudne, bo nie ma z kim, bo rodzina zniechęca, bo … Co wtedy?

Znacie zrzędliwych dziadków, którzy potrafią odrzeć z wszelkiej radości i fascynacji i zawsze są na nie? To są ci, którzy znaleźli swoje „BO”, a może raczej go nie zignorowali, bo „BO” zawsze nas samo znajduje. Naszym zadaniem jest „BO” ominąć i zadeptać.

Jak ten osioł co wpadł do głębokiej studni.

Ryczał i ryczał. Przybiegł właściciel, patrzy w głąb, woła sąsiadów. Próbują wyciągnąć osła, ale wszystko na nic. Po wielu próbach poddają się, nie ma innej rady, trzeba go zabić przysypując ziemią. Zaczęli sypać, wiadro po wiadrze. A osioł każde wiadro przyjmował na grzbiet, po czym strącał z siebie pod kopyta i przydeptywał. I tak wiadro po wiadrze. Aż wyszedł ze studni. Chcecie być zrzędliwymi dziadkami? Nie? To idź za Marzeniem, które doda Ci energii, zapału, które rozpromienia Cię, gdy o nim mówisz, nawet gdy inni usilnie Cię gaszą.

Jako dziecko miałam moje Wielkie Marzenie Podróżnicze. Chciałam zobaczyć Wielki Kanion. Wydawało mi się to nierealne, moja rodzina nawet z Polski nosa nie wyściubiła, generalnie nie przelewało się nam. Ale napisałam w swoim „dzienniku”, że …

…jak w ciągu siedmiu lat nie pojadę do Arizony, to jestem cwel.

Hm.. pojechałam po 10 latach, więc chyba jednak tym cwelem jestem 

Hm.. pojechałam po 10 latach, więc chyba jednak tym cwelem jestem 🙂 
Ale teraz dobrze mi z tym! Bo trafiłam jednak na dno… Wielkiego Kanionu Kolorado!

Ale czy pojechałam tam „ot tak”? Przyszła okazja to pojechałam? Nie.
Przez te 10 lat Wielki Kanion i Stany wciąż były obecne w moim życiu. A to audycja country Wojciecha Cejrowskiego, która mnie zabierała w inny świat, a to płyta z filmem o Wielkim Kanionie przyniesiona przez przypadek przez Mamę. A to wyjazd przyjaciółki i jej 800 zdjęć obejrzanych w nocy, oczami pełnymi zachwytu. A to stara mapa, na którą się natknęłam, gdy Tata porządkował swoją szafkę i okazało się, że ma kilka ciekawych map. Ciągle mnie przyzywało, nie pozwalało zapomnieć, machnąć ręką na „ot-dziecięce marzenie”, zagubić się w codzienności.

Wreszcie kumpel pisze, że jedzie z żoną do USA. Coś się we mnie skręciło z zazdrości. I wtedy powiedział mi coś, czego mu nigdy nie zapomnę:

„Masz dach nad głową? Samochód ci jeździ? Dzieci nie płaczą? To kiedy, jak nie teraz?”

I wtedy z marzyciela, stałam się Marzycielem. I podjęłam kolejne kroki w stronę mojej Wielkiej Podróży.

A stamtąd przywiozłam kolejną mapę, aby ponownie rozpalała moje Marzenie: pojechać tam znowu!

Marzysz o Ameryce? Jesteś Marzycielem, czy tylko marzycielem? Masz upatrzony cel? Widzisz go przed oczami? Przypomina Ci regularnie o sobie, tak, byś nie zagubił go między codziennymi obowiązkami?

Gdzie jest Twoja osobista „biała plama”?

A teraz obiecany wiersz:

Jak liść, lekko trącany powiewem wiatru ciepłej jesieni
Wciąż się kołysze, wznosi , opada,
lecz korzeniami trwa mocno w ziemi
Tak się boimy poderwać do lotu,
aby nie upaść w przydrożne błoto.

A obok spada, drugi, dziesiąty,
tamten trącony nieuważnym krokiem…
Ten obok trwa, trzyma się mocno,
lecz nieruchomy mieszka się z mrokiem
Tak się kawałka pewności chwytamy
I nie błysnąwszy wciąż przy nim trwamy.

Jeden się urwał, z wiatrem poleciał
I wzniósł się w górę jak na morskiej fali
I zawirował, szelestem zaśpiewał
Tutaj zakręcił, tam mignął w dali
I znów zatańczył, kółeczko zrobił
I powędrował gdzieś w kraj nieznany
I poznał inne rzeki i drogi
I spijał życie wielkimi łykami.

Inne patrzyły z podziwem, zazdrością
Lecz brakło odwagi by z wiatrem polecieć
Po co się rzucać w wir nieznanego
Gdy nam się tu przecież całkiem nieźle wiedzie
Tak nieruchome zmieszały się z mrokiem
Nie zapoznawszy się z życia urokiem.

A ja chcę lecieć, zbieram siły teraz,
by na fali wiatru popłynąć w nieznane
by duszą móc śpiewać, tańczyć i wirować
By rwać pąki róż, póki jest mi dane
By później czytając to co tu pisałam
Nie stwierdzić, że i ja przecież… nieruchoma trwałam.


Jesteś Marzycielem, czy tylko marzycielem? Czyli jak zostałam cwelem i trafiłam na dno.

W końcu są Marzyciele, tacy, którzy widzą przed sobą swój cel, ubarwiają go, oblekają w niezbędne fakty i działania, tkają po nitce. W końcu marzenie realizują. Rzadko jest to spektakularne. Nie ma przy tym fajerwerków, nie grają żadne trąby.

Posted in Inspiracje | Tagged , , , , | Leave a comment
5% rabatu
Zonk
Następnym razem
Prawie!
10% rabatu
12% rabatu
Niestety, nie tym razem
8%
Mało brakowało
20% rabatu
Nie udało się
15%
Zagraj i wygraj RABAT!
Zakręć kołem. Masz szanse wygrać kod rabatowy. (Nie sumuje się z innymi rabatami)
Kod jest ważny przez 10 godzin. Można z niego skorzystać 1 raz.
WordPress Lightbox